To był mój wybór...


Jestem młodą katoliczką i chciałabym przeprosić (apologise) za moją wiarę. Mówiąc to nie mam na myśli wyrażania żalu, ale raczej odwołuję się do greckiego źródłosłowu, który oznacza obronę (apology).

Dla współczesnej wrażliwości katolicka nauka moralna może wydawać się surowa i nieinkluzywna. Nauczanie katolickie często jest w tym względzie błędnie rozumiane. W przeciwieństwie do nowoczesnej świeckiej mentalności, która skłania się ku relatywizmowi, Kościół katolicki bezkompromisowo uczy, że istnieją prawdy absolutne.

W centrum wiary katolickiej leży przekonanie, że Chrystus jest Bogiem i że Bóg jest miłością. Jako naśladowcy Chrystusa jesteśmy wezwani, by kochać Boga i siebie nawzajem. Stąd też dla chrześcijan życie nie jest jakimś nieznaczącym doświadczeniem, ale czymś pięknym, czasami trudnym, czymś co ma cel inny niż jedynie osiągnięcie samozaspokojenia.

W sercu katolickiej nauki moralnej leży rozumienie wolności, które ostro kontrastuje z rozpowszechnionym przekonaniem, że wolność to możliwość wyboru. Dla większości ludzi wolność jest po prostu brakiem przeszkód, by robić to, na co ma się ochotę.

Dla Kościoła Katolickiego wolność to możliwość czynienia dobra. Łatwo jest robić to, na co mamy ochotę. Nie zawsze jest łatwo robić to, co jest właściwe. Gdy wybieramy czynienie tego, co jest odpowiednie dla innych, zwłaszcza gdy nie mamy na to ochoty lub nie leży to w naszym interesie, urzeczywistniamy w sobie zdolność do kochania. Innymi słowy, miłość nie jest słodkim uczuciem, które odczuwamy wobec rodziców, dzieci lub kogoś szczególnego - przejawia się najpełniej, gdy działamy w sposób miłujący.

Trudno zrozumieć moralność katolicką nie doceniwszy uprzednio tego kontekstu. Są jednak osoby, które akceptując to wszystko nadal pytają, dlaczego Kościół upiera się przy tak wielu zasadach - zwłaszcza jeżeli chodzi o seks. Kościół nie jest mającą dwa tysiące lat smutną przyzwoitką, obsesyjnie psującą nam zabawę w sypialni. Jako największa na świecie instytucja w dziedzinie służby zdrowia i edukacji jest też nastawiony na wiele innych rzeczy, na przykład na pomoc potrzebującym. A prosi nas, byśmy zachowali seks w granicach małżeństwa. Dlaczego? Nie dlatego, że Kościół boi się ludzkiej seksualności. Seks jest rozumiany jako stworzony przez Boga i dlatego zasadniczo dobry i piękny. Może jednakże być niewłaściwie używany i wówczas możemy krzywdzić innych ludzi i siebie samych. Z założenia dalekie od przytłaczającej dominacji, nauczanie Kościoła o seksualności ma być czymś co wyzwala.

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych poglądów, z którym się spotykam jest ten, że nie da się żyć zgodnie z nauczaniem Kościoła na temat seksu, a ci, którym się nie udaje są potępieni i znienawidzeni przez Kościół. Po zeszłorocznej wizycie papieża Benedykta w Brazylii, brazylijska modelka Gisele Bundchen oświadczyła, że dziś nikt nie jest dziewicą wychodząc za mąż. To nie prawda. Jest wielu oddanych chrześcijan, kierujących swym życiem zgodnie z nauczaniem Kościoła. Mimo oporów co do upublicznienia tej informacji, aby uwiarygodnić to co mówię, wyjawię, że w chwili, gdy w tym roku wychodziłam za mąż, byłam dziewicą.

To był mój wybór. Nie dlatego że wstydziłam się swojego ciała, że bałam się seksu, czy byłam oziębła. Nie dlatego też, że nie miałam okazji. Podjęłam ten wybór dla siebie samej i dla Boga, i nie żałuję. Jako nastolatka i później dwudziestolatka nie musiałam się martwić o niechcianą ciążę czy o choroby przenoszone drogą płciową, i nie musiałam zażywać sztucznych hormonów, łykając pigułki. Ku mojemu zaskoczeniu, im byłam starsza, tym łatwiej mi to przychodziło - przede wszystkim dzięki temu, że dyscyplina stała się czymś wewnętrznym i naturalnym.

Znam wielu młodych katolików, którzy dokonali takiego samego wyboru. Inni nie. Czy ja ich osądzam? Czy Kościół ich osądza? Odpowiedź brzmi: nie.

Na pewno nie jestem doskonała, a Kościół rozróżnia osądzanie czynów od osądzania ludzi. Każdego trzeba kochać, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy czy nie tolerujemy tego co robi. Odwrotnie, zauważyłam, że to właśnie ja byłam często osądzana - zwłaszcza w prawniczych i akademickich kręgach - z powodu mojego katolicyzmu. Niektórzy, zanim zdążyli mnie poznać, z góry zakładali, że osądzam ludzi i potępiali mnie za to. Inni łączyli moją wiarę z brakiem inteligencji lub polotu.

Można czuć się samotnym żyjąc wbrew przeważającym normom moralnym. Dla wielu młodych wyjazd do Sydney na Światowe Dni Młodzieży jest jedną z niewielu okazji w życiu, gdzie znajdą się w otoczeniu innych młodych katolików i poczują zdecydowanie katolicką atmosferę. Chcę im powiedzieć: cieszcie się! Wasza wiara jest darem i nie musicie za nią przepraszać (apologise) ani oddzielać jej od swej codzienności.

A reszcie Australii mówię: serdecznie dziękuję za waszą gościnność.

Rachela Patterson







Rachela Patterson jest australijską prawniczką pracującą w Nowym Jorku. Na uniwersytecie w Oxfordzie odbywała studia doktoranckie z dziedziny porównawczego prawa konstytucyjnego na temat stosunków Państwo-Kościół. Tekst został zamieszczony 15.07.2008 r. na łamach The Sydney Morning Herald przed Światowymi Dniami Młodych w Sydney.

Tłumaczenie Maria Borkowska i KBop.
Okłamywanie ciałem